RSS
 

Notki z tagiem ‘polecam’

Na grzybki

04 paź

W piątek mieliśmy w pracy szczepienia i po południu szczepiłam Młodą na grypę. W pracy śmichy – chichy, ale wieczorem, koło 21, ścięło mnie niemal w sekundę do spania. W sobotę zbudziłam się pełna sił i chęci do życia, nie bacząc więc na pogodę baaardzo taką sobie, wzięłyśmy z Młodą psa – już bez cieczki, co za ulga!! – i do lasu, na wielkie grzyby. Wiadomo, jak się bierze ze sobą bóg wie ile koszy i toreb na grzyby, to się wraca z figą z makiem. Jest to prawda pwszechnie znana, więc zdumiona byłam niepomiernie, gdy po pół godzinie w lesie miałyśmy już jedną torbę baaardzo cięzką. Trafiłyśmy widac na „niezbierany” kawałek, było ciepło, potem deszcze, grzybki ruszyły. Gdybyśmy zbierały sitaki, to z lasu bym nie wyszła pod ciężarem runa leśnego. Ale mama jakoś gardzi sitakami. No więc kozaczki, prawdziwki, maślaki i podgrzyki w wielkiej obfitości. Mniam. Ach, i parę kurek nawet. Ja nigdy nie mam szczęscia do grzybów, Młoda też, tym razem tylko chichotałyśmy, co i rusz się schylają.
W Mirce w lesie budzi się jakiś dziki instynkt psa pasterskiego, widać wyraźnie, jak próbuje nas zebrać w kupę i jak uważnie śledzi otoczenie, jest nastawiona bardzo czujnie i z lekka agresywnie w stosunku do otoczenia czyli drzew, krzaków i niezidentyfikowanych cieni.
W lesie spędziłyśmy 3,5 godziny. Dzięki dobrym radom miałam na sobie rękawiczki, byłam ogólnie ciepło ubrana, więc nie zmarzłam i było mi tak przyjemnie i komfortowo…! boże, czysty relaks.
Skończył się u mamy w domu, jak trzeba było te góry grzybów przebrać, oczyścić, pokroić i ogólnie zagospodarować. Takie zycie, część uroku :) I dzień minął.
Dziś występowałam w roli Muchomorka. Jak ja kocham takie śmieszne ciuchy:D Młodej odwidziało się ponownie, nie chce oddać buciorków i naprawdę cudem udało mi się je od niej wyżebrać, wyłącznie pod pozorem, że nie mam co włożyć w taki dzień, a ona ma 3 pary. Te buciorki są fantastyczne, czuję się w nich odlotowo, są cieplutkie, wygodne, stabilne, sztywne i mam głebok w dupie, czy są modne, czy nie. Beretka na głowie jest celowa i ochronna, w mordę jak zimno. W komplecie sa jeszcze rękawiczki w identycznym wiśniowym kolorze. BURGUNDOWYM;) 

Czasami, jak uda mi się spotkać coś ciekawego, mam wielką ochotę podzielić się tym z Wami i zrobić temu czemuś reklamę. Mam czasami ochotę zrobić kategorie linków – polecam i nie polecam. Może kiedyś, w wolnej chwili, zrobię to. Na dziś kazdemu mogę polecić plastry przeciwopryszczkowe Compeed. Już kiedyś pisałam, jak bolesna to jest dla mnie dolegliwość. Jak organizm jest osłabiony, okres, przeziębienie, odchudzanie, to lekkie swędzenie powoduje zawsze wyłącznie moich ust na minimum 2 tygodnie i paradowanie z ustami w ropnych narosnlach, a potem w strupach. Wiem, są podobno jakieś tabletki na receptę, ale ja na razie czuję się wciąz nafaszerowana chemią i chcę dać ciałku odpocząć od pigułek. Plastry kupiłam pod wpływem impulsu w aptece – i reklamy, nie przeczę – i nosiłam w pakiecie alarmowym. No więc kiedy mnie tylko ostatnio zaswędziało, przylepiłam.. i znikło! Ok, myślę sobie, to pewnei tylko było zwykłe swędzenie, nie ekscytuj się kobieto. No i przyszedł czas na porządną opryszczkę. Pojawił się pęcherz, zalepiłam go plastrem – i zagoił się. Nie trwało to jednego dnia, co to to nie. Ale nie było ohydnego wrażenia chodzenia z napuchniętą gębą, plaster zakrył pęcherzyk szybko i sprawnie, nie pozwolił mu się rozprzestrzenić  ani nabrzmieć. Kurde, co ja bym dała za takie plastry kiedyś! Byłam na obozie narciarskimi i przez opryszczkę usta mi tak napuchły, że widziałam OBIE wargi podczas jedzenia. Przysięgam, nie dostałam nawet grosza za reklamę, ale to działa. polecam, polecam każdej ofiarze herpesa:)

PAKIET ALARMOWY, nowe hasło. Wiadomo, zawsze łatwiej powiedzieć, czego kobieta w torebce nie ma, niż co ma. I moja torebka też tak zawsze wyglądała. Pierwsza zmiana nastąpiła, jak zaczęłam jeździć autem i siłą rzeczy – wozić ze sobą dokumenty. One nie mogły się ot tak walać po torebkach. Wsadziłam je w kopertę. Zdarła się. W pakiet na legitymację. Zniszczył się. W torebeczkę z bardzo sztywnego plastiku. Też się w końcu zniszczył, bo w środku zaczęło być coraz więcej rzeczy. Przemyślałam sprawę, ukradłam Młodej piórnik, który wygląda jak okładka na CD’s. I obecnie w takim pakiecie znajdują się: Papiery auta. Prawo jazdy z dowodem – w osobnej oprawce. Zapas 5 tamponów. Plastry na opryszczkę. 5 plastrów zwykłych. 2 tabletki na ból głowy. Tubeczka balsamu, kremu łagodnego do wszystkiego. Pojemnik na soczewki z płynem. I w torebce – pakiet alarmowy, komórka, chusteczki higieniczne, portfel, klucze. KONIEC. Zmieniam torebkę – przekładam to wszystko, idzie dość szybko i sprawnie. Kurde, zaczynam odkrywać wielką tajemnicę, że układanie wszystkiego na swoje miejsce i organizacja to klucz do porządku :D szkoda, że zajęło mi to tyle lat…

Młoda dostała zadanie z muzyki, przynieść swoją ulubioną piosenkę z wyjaśnieniem, o czym jest. Młoda wybrała nasz ulubiony utówr do śpiewania w aucie, mianowicie „Jeszcze raz” WSZ i CNE, razem z tłumaczeniem ze slangu na nasze. Zwłaszcza już widzę, jak Młoda objaśnia pani, co oznacza wyrażenie „Nie przepuszczał szparkom, dosłownie igrał z losem”… Piosenka ma szlachetne przesłanie „Nałóg to klatka”, pogadałyśmy z Młodą, sprawdziłam, czy pojmuje, o co chodzi i czekam w napięciu na wezwanie do szkoły i pałę z muzyki :D

 
Komentarze (31)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS